Dawno nie miałem okazji wyskoczyć na plener dlatego z tym większą radością ruszyłem w piątkowy wieczór do Pruszcza. Pierwszy raz towarzyszyły mi moje dwie starsze córki, które już od dłuższego czasu wyczekiwały tego wydarzenia. Bazując na doświadczeniu zrobiliśmy margines czasu, żeby ulokować się w niewielkim amfiteatrze. I słusznie, ponieważ ok. 40 min.przed koncertem pojawiła się informacja, że ze względów bezpieczeństwa przybywający nie są już wpuszczani na teren amfiteatru i mogą zobaczyć koncert na telebimie, ustawionym przed obiektem. Od razu pomyślałem ile rozczarowanych miłośników muzyki nie zobaczy show na własne oczy, a tłumy ciągnęły faktycznie spore. No więc dalej z częścią mojej familii wyczekiwaliśmy rozpoczęcia show, kurczowo trzymając się swoich miejsc, a zacn to miejsca, wszak przy samych barierkach. Kilka chwil po 20.30 pojawiła się Królowa. Od początku do końca półtoragodzinnego występu była moc, profesjonalizm i marylowa magia. Cudnie było oprócz najbardziej chyba przez publiczność lubianych szlagierów usłyszeć Seledynową lampkę i Żeglarza.
Miło było choć na chwilę spotkać się z Dareczkiem. Żałuję, że nie wpadłem na Jonkę. Jak czytam niżej, była też grupa fanów mi osobiście nie znanych- szkoda, że to już nie te czasy, kiedy koncerty stawały się okazją do poznawania kolejnych Fanów. Oczywiście żałuję, że nie było okazji na wymianę uścisków z Marylą, no ale wiadomo jako to bywa - czyli różnie. Mam nadzieję, że spokojnie Szefowa dotarła do domu i zażywa odpoczynku. Nam pozostały cudowne wspomnienia, naładowane akumulatory, zdjęcia i co szczególnego - wianek, który poszybował ze sceny w stronę publiczności.
Uściski i podziękowania dla Maryli i całego Bandu!!!

Yarek | 1.08.2026 | 22:59
KOGUT | 30.07.2026 | 19:03
Klaudia Łobodzińska | 26.07.2026 | 14:44